Kiedy rodzi się dziecko, niektóre rzeczy są od początku jasne. Dla mamy Oliviera taką rzeczą był sport – jej syn będzie grał w piłkę.
Nie jest to przypadek ani wybujała ambicja rodziców. Tata Oliviera pochodzi z Holandii, gdzie piłka nożna to część dzieciństwa tak naturalna jak pierwsze kroki. Gdy na świecie pojawił się Olivier, rodzice mieli już jeden wspólną myśl: jak najwcześniej zarazić go miłością do sportu. Pytanie brzmiało tylko – gdzie i kiedy.
Odpowiedź przyszła przez social media. „Polonia mi się pojawiła na Facebooku i Instagramie” – wspomina mama Oliviera. Zaczęła śledzić, czytać opinie, oglądać zdjęcia z zajęć. I czekać. Polonia przyjmuje dzieci od drugiego roku życia, a Olivier musiał jeszcze trochę podrosnąć. Zaraz po urodzinach zgłosili chęć uczestnictwa i chwilę po tym zostali zaproszeni na zajęcia.
Pierwsze kroki i pierwsze obserwowanie z boku
Początki nie wyglądały tak, jak można byłoby sobie wyobrażać. Dwulatek na zajęciach piłkarskich niekoniecznie od razu rzuca się w wir ćwiczeń. Olivier przychodził, rozglądał się, chodził z piłką, ale na swój sposób, w swoim tempie. „On nie był zaangażowany w zajęcia, ale patrzył. I robił czasami inne rzeczy” – śmieje się mama. Nie było powodów do niepokoju. Widziała, że mu się podoba, bo wracał do domu w dobrym humorze.
Z tygodnia na tydzień coś się zmieniało. Chłopiec, który na początku trzymał się z boku, powoli wchodził głębiej w grupę. I nie chodziło tylko o piłkę.
Nieśmiały chłopiec, który zagaduje do innych dzieci
Olivier zaczynał zajęcia mniej więcej w tym samym czasie, co żłobek. Mama przyznaje, że te dwa środowiska – rówieśnicy na zajęciach i rówieśnicy w żłobku – razem zrobiły swoje. Dziś trudno uwierzyć, że kiedyś był nieśmiały. „Teraz jak z nim chodzimy, to on zagaduje do tych dzieci, częstuje czymś jak ma, podaje piłkę” – opowiada z wyraźną dumą.
Sportowo też widać różnicę, szczególnie oczami taty, który sam grał i wie, na co patrzeć. Olivier kopie piłkę z właściwą postawą, jest dumny ze swoich umiejętności i każdego dnia domaga się wyjścia na piłkę. Dosłownie każdego: „Cały czas tylko chce wychodzić na piłkę” – mówi mama, i trudno w tym zdaniu nie usłyszeć jednocześnie mieszaniny zdziwienia i zachwytu.
W domu sytuacja jest równie jednoznaczna – koszulka Polonii Kraków jest zakładana przy każdej możliwej okazji, a okrzyki „Polonia Kraków!” rozbrzmiewają po mieszkaniu. Miłość do piłki został zaszczepiona.
„Nigdy nie jest za wcześnie”
Nie wszyscy wokół podzielali ten entuzjazm i szybkie wejście z zajęcia sportowe. Jedna ze znajomych skwitowała decyzję o zapisach słowami: za wcześnie, po co pchać dziecko na zajęcia. Mama Oliviera ma dziś na to gotową odpowiedź. „Uważam, że to był bardzo dobry krok – i emocjonalny, i sportowy. To zabawa z rodzicem, zabawa przez naukę” – mówi. I dodaje, że przy każdym spotkaniu z rodzicami z przedszkola, którzy jeszcze nigdzie nie chodzą, poleca jedno miejsce: Polonię Kraków.
