Adam miał niecałe trzy lata, kiedy jego tata po raz pierwszy przywiózł go na trening Polonii Kraków. Dzisiaj ma osiem lat i nadal chodzi na zajęcia. Pięć lat to kawał czasu – i to nie przypadkowego.

Skąd w ogóle pomysł, żeby tak małe dziecko zapisać na piłkę? Odpowiedź była prosta: energia. „Młodego rozpierała energia i w domu grał piłką, interesował się nią” – wspomina tata. A kiedy rodzice mu ją zabierali, znajdował sobie substytut. Klocek, smoczek – cokolwiek, byle kopnąć. W domu trwała nieustanna piłkarska improwizacja, więc rodzice zaczęli szukać czegoś zorganizowanego. Pytanie brzmiało: gdzie można przyjść z takim maluchem?

Tu właśnie pojawia się Polonia. Tata dowiedział się o akademii przez Facebooka, ale to nie wystarczyło, żeby od razu podjąć decyzję. Ważniejsza okazała się rozmowa ze znajomym, który pracował jako trener dziecięcy i znał Polonię Kraków. „Polecał, mówił że panuje tam fajna atmosfera” – i to nas ostatecznie przekonało. Szukali miejsca, gdzie trzylatek w ogóle może postawić stopę na boisku. „I okazało się, że Polonia jest – jak sam wspomina – chyba jedynym klubem w Krakowie, który przyjmuje takie maluchy”.

 

Indywidualista, który posłuchał trenera

Pierwszy trening wiązał się z jedną konkretną obawą. Adam był zawsze indywidualistą. Tata przyznaje szczerze: „Jak ja z nim chodziłem gdzieś na boisko, to mnie nigdy nie chciał słuchać”. Więc pytanie brzmiało: czy posłucha trenera?

I tu przyszło zaskoczenie. Na boisku Adam zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Był skupiony, zapatrzony w trenerów, gotowy do współpracy. „Nie traktował tego jak zabawę, tylko bardzo poważnie. Mimo młodego wieku” – mówi tata, wciąż trochę zdziwiony. „Jak ja mu mówiłem jak kopnąć piłkę, to mnie nigdy nie słuchał. A tam od razu był postawiony do pionu”.

 

Nie tylko gole – skąd się bierze świadomość gry

Po pięciu latach tata widzi wyraźne efekty – i nie chodzi wyłącznie o umiejętności techniczne. To, co go najbardziej uderza, to świadomość gry. „Zaobserwowałem u niego zdolności, których ja jako dziecko nie miałem” – przyznaje. Adam nie biega za piłką z jedną myślą: strzelić gola. Myśli o podaniu, o asyscie, o powrocie do obrony. „W jego wieku, jak patrzę na siebie czy kolegów, to nikt tak nie grał. Każdy chciał tylko bramki strzelać”. Ta zespołowość, to patrzenie szerzej – zdaniem taty to jeden z najważniejszych efektów tych kilku lat.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą chwali wyraźnie: zamknięte drzwi podczas treningów. Rodzice nie wchodzą na salę. I choć ciekawość jest – tata przyznaje to bez owijania w bawełnę – to rozumie, po co taka zasada. „Ufam trenerom” – mówi krótko. Widział, jak wygląda sytuacja w innych klubach, gdzie rodzice komentują z boiska głośniej niż trenerzy. W Polonii tego nie ma. Efekty widać natomiast gdzie indziej – na turniejach. „Jak jadę na turniej, to jest przeskok. Aż sam byłem w szoku”.

Dla rodziców, którzy rozważają pierwsze zajęcia sportowe, tata ma prostą wiadomość: nie trzeba od razu robić z dziecka gwiazdy. W Polonii można trenować jeden lub dwa razy w tygodniu, turnieje są w rozsądnej ilości i zostaje przestrzeń na inne zainteresowania. „Nigdy nie wiadomo, czy dziecko będzie grało w tę piłkę kiedyś, czy nie. A póki co ma kontakt na fajnym poziomie”. I to, zdaniem taty Adama, jest idealnym układem.