Kiedy Jakub miał dwa lata i kilka miesięcy, jego rodzice postanowili spróbować czegoś nowego. Nie chodziło tylko o sport, ale o wspólny czas, o relację i o danie chłopcu przestrzeni do rozwijania się w sposób, który trudno byłoby zorganizować samemu w domu.
„Myśleliśmy, że to będzie taki dobry start, żeby spędzać jedno popołudnie w tygodniu w bardziej skoordynowany sposób” – wspomina mama Jakuba. Oboje z mężem czuli, że syn potrzebuje ruchu i że warto zadbać o jego rozwój ruchowy pod okiem kogoś, kto wie, co jest odpowiednie dla dwulatka.
O Akademii Malucha Polonii Kraków usłyszeli na placu zabaw. Znajoma wspomniała, że sama rozważa zapisy. To wystarczyło, żeby sprawdzić.
Pierwsze miesiące nie były łatwe
Początki okazały się trudniejsze, niż można było się spodziewać. Na pierwsze treningi z chłopcem chodził tata, ale godzina była późna, a miejsce dość daleko od domu, bo nie udało się zapisać od razu w pobliskiej lokalizacji. Jakub płakał, nie chciał się angażować, a na jednym z treningów przewrócił się i rozbił nosek. „Jak za każdym razem ma stawiać opór i być nieszczęśliwy, że tam idzie, to mieliśmy trudność, żeby się zdecydować, czy to na pewno dobry pomysł” – przyznaje mama.
Ale postanowili dać sobie czas.
Kiedy pojawiła się możliwość przeniesienia na wcześniejszą godzinę, do grupy bliżej miejsca zamieszkania, wszystko się odmieniło. Ze względów logistycznych mama zaczęła chodzić zamiast taty. Dodatkowo Jakub trafił na trenera, który zrobił na nim ogromne wrażenie. „Te pomysły na ruchy, które były wprowadzane na zajęciach, trafiły do synka. Potem sobie to powtarzał i ćwiczył w domu”.
Piłka nie musi być wszystkim
Mama Jakuba nie ukrywa, że syn nie jest typowym „piłkarzem z krwi i kości”. Piłka nożna sama w sobie nie jest jego główną motywacją. Bardziej kręcą go tory przeszkód, drabinki, skakanie. I to jest w porządku, bo zajęcia są właśnie o tym, żeby każde dziecko znalazło w tym coś dla siebie.
„Jak już jest piłka, no to trening jak najbardziej się udaje” – mówi mama z uśmiechem – „Ale to nie jedyny motywator”.
Co zyskała cała rodzina
Dziś Jakub jest w swoim drugim roku Akademii Malucha i chodzi na zajęcia chętnie. A do grupy dołączył też jego młodszy brat – teraz na treningi przychodzą całą czwórką.
Mama przyznaje, że z zajęć skorzystali nie tylko chłopcy, ale i ona sama. Nauczyła się, jakich aktywności fizycznych potrzebują dzieci w tym wieku i jak je zapewnić. Obserwowanie Jakuba w grupie dało jej też cenne informacje przed startem w przedszkolu. Mogła zobaczyć, jak syn radzi sobie z instrukcjami trenera, jak funkcjonuje wśród rówieśników, na ile jest samodzielny.
„Mam takie poczucie, że nasz synek miał trochę łatwiejszy start w przedszkolu, bo już ten drugi rok spędził na uczeniu się podążania za jakimiś instrukcjami i dostosowywania się do grupy”.
Warto spróbować i dać sobie czas
Zapytana, co powiedziałaby rodzicom, którzy się wahają, odpowiada bez chwili namysłu: warto sprawdzić. I dodaje coś, o czym nieczęsto się mówi. Te zajęcia są dla wszystkich dzieci, nie tylko dla chłopców i nie tylko dla tych, którzy od razu pokochają piłkę. „Wydaje mi się, że to powoduje bardzo fajną relację z rodzicem – czy z mamą, czy z tatą.”
Historia Jakuba to dobry przykład na to, że początki bywają trudne, a efekty przychodzą z czasem. Czasem wystarczy zmienić godzinę, trafić na trenera, którego dziecko polubi i po prostu nie rezygnować zbyt wcześnie.
